
Wieloryby. Dla wielu osób to właśnie one są na szczycie listy "chcę to zobaczyć na Islandii". I choć rejs whale watching wydaje się prostą sprawą - kupujesz bilet, wsiadasz na łódź, patrzysz - to w praktyce jest kilka rzeczy, które warto wiedzieć wcześniej, żeby nie wyjść z Islandii z voucherem zamiast wspomnienia.
Sezon trwa mniej więcej od maja do września, ale rejsy organizowane są przez cały rok. Najlepszy czas to czerwiec-sierpień - wieloryby aktywnie żerują, jest ich dużo, a statystyki powrotności (czyli odsetek rejsów, na których coś widzisz) wyglądają najlepiej.
Marzec i kwiecień to trochę inna historia. To okres między migracjami, więc szanse są mniejsze, za to ci którzy decydują się na konkretne lokalizacje (o tym niżej) mogą trafić na gatunki niedostępne w innych miesiącach.
Czerwiec to też czas, kiedy do wielorybów dołączają maskonury - można trafić na rejs łączący oba atrakcje. Jeśli lecisz latem, warto to sprawdzić. Na temat maskonurów pisaliśmy więcej w tym artykule.

Islandia ma kilka punktów startowych dla whale watchingu i każde z nich oferuje coś innego. Wybór naprawdę ma znaczenie.
Najbardziej dostępna opcja - rejs startuje z Old Harbour, kilka minut spacerem od centrum. Rejsy trwają ok. 2,5-3,5 godziny, bilet dla dorosłych to 14 500 ISK. Na Zatoce Faxaflói można spotkać płetwale karłowate (minke), humbaki, delfiny i morświny.
Brzmi dobrze, ale to właśnie z Reykjavíku czytelnicy grupy najczęściej wracają z voucherem zamiast wieloryba. Jedna z osób podzieliła się takim doświadczeniem - rejs z Reykjavíku skończył się bez sightingu. Operatorzy w takich przypadkach standardowo dają voucher na ponowny rejs, ważny przez 2 lata.
Húsavík zbudowało swoją reputację przez ponad 30 lat doświadczeń i chwali się statystyką ponad 97% skuteczności widzeń przez cały czas działalności. To tutaj płyną ci, którzy serio chcą zobaczyć wieloryba - i najlepiej humbaka. Zatoka Skjálfandi przyciąga humbaki, płetwale karłowate, wieloryby błękitne i orki dzięki zasobnym wodom pełnym planktonu i kryla.
Ważna uwaga od osoby pracującej w branży whale watching w Húsavíku, którą znaleźliśmy w grupowych dyskusjach: Húsavík słynie z wielorybów, bo to ważny obszar żerowania i jest udokumentowana obecność tych zwierząt przez prawie cały rok. Statystycznie jest też miejscem z największą szansą na spotkanie z płetwalem błękitnym. ALE - kwiecień to nie sezon na płetwala, więc jeśli lecisz wiosną, niekoniecznie musisz organizować całą trasę wokół Húsavíku.
Jazda z Reykjavíku do Húsavíku zajmuje 6-7 godzin w jedną stronę. Przy krótkim pobycie to spory koszt logistyczny. Jeśli masz czas na północ Islandii i tak - jedź. Jeśli nie - czytaj dalej.
Akureyri to drugie największe miasto Islandii i baza wypadowa dla północnej części wyspy. Rejs whale watchingowy startuje z portu w centrum miasta i wpływa w wody fiordu Eyjafjörður - jednego z najdłuższych fiordów na Islandii, głębokiego i bogatego w życie morskie.
To właśnie te spokojne, osłonięte wody fiordu sprawiają, że Akureyri jest świetną opcją dla osób, które obawiają się choroby morskiej - kołysanie jest tu zdecydowanie mniejsze niż na otwartym oceanie pod Reykjavíkiem czy nawet w Húsavíku. Rejsy trwają zazwyczaj około 2-3 godzin.
Gatunkowo - tutaj rządzą humbaki. Eyjafjörður to znane miejsce ich żerowania i sightingi są regularne, szczególnie od maja do września. Zdarzają się też maskonury i delfiny białonogie. Błękitnych czy kaszalotów tu raczej nie uświadczysz - ale jeśli priorytetem jest humbak i spokojny rejs, Akureyri naprawdę dostarcza.
Logistycznie warto zaznaczyć, że Akureyri leży w podobnej odległości od Reykjavíku co Húsavík - to ok. 5-6 godzin jazdy albo krótki lot krajowy. Jeśli i tak planujesz północ Islandii, warto rozważyć, czy nie połączyć obu - Akureyri jako bazę noclegową i rejs albo z tamtąd, albo z Húsavíku oddalonego o niecałą godzinę drogi.
To prawdopodobnie najbardziej niedoceniane miejsce do whale watchingu na Islandii, a jednocześnie jedyne, gdzie regularnie spotyka się orki. Półwysep Snæfellsnes to jedyne miejsce w Islandii, gdzie orki są regularnie widywane na rejsach whale watching. Najczęściej pojawiają się między marcem a początkiem lipca, szczyt to kwiecień i maj.
Do tego samce kaszalotów można obserwować wiosną i wczesnym latem w głębszych wodach fiordu, choć sightingi zależą od pogody i warunków morskich.
Ólafsvík jest zaledwie 2 godziny jazdy z Reykjavíku i leży na trasie przez Snaefellsnes, którą i tak warto zaliczyć. Jeśli planujesz wizytę wiosną - to jest Twój punkt.
TIP: Zadzwoń zanim zabookujesz
Przed rezerwacją warto zadzwonić bezpośrednio do operatora i zapytać, co widzieli w ostatnich kilku dniach. Firmy whale watchingowe prowadzą bieżące notatki o sightingach i chętnie dzielą się tą informacją. Dziesięć minut rozmowy może zdecydować o tym, czy popłyniesz z właściwego miejsca we właściwym tygodniu.
Ceny zależą od lokalizacji i rodzaju łodzi:
Dzieci do 6-7 lat zazwyczaj płyną za darmo. Jeśli na rejsie nie zobaczy się żadnego wieloryba ani delfina, praktycznie wszyscy operatorzy dają bezpłatny voucher na ponowny rejs.
W sezonie (czerwiec-sierpień) - zdecydowanie tak, szczególnie na weekendy i popularniejsze godziny. Poza sezonem jest luźniej, choć i tak nie warto zostawiać tego na ostatnią chwilę.
Rezerwacja online jest dostępna u większości operatorów i jest standardem. Jeśli plany są elastyczne, można też kupić bilet na miejscu w porcie - ale ryzykujesz, że rejs będzie kompletny.
Ubranie. Nawet w lipcu na otwartym morzu jest zimno. Operatorzy zwykle zapewniają ciepłe kombinezony i kamizelki ratunkowe, ale warto zabrać swoje warstwy na wszelki wypadek. Czapka, rękawiczki, buty z grubszą podeszwą - naprawdę przydają się.
Choroba morska. Na Zatoce Faxaflói potrafi kołysać. Jeśli masz wrażliwy żołądek - weź tabletkę na morską chorobę ok. godziny przed rejsem. Na spokojniejszych wodach Húsavíku czy Akureyri jest zwykle lepiej.
Lornetka. Zdecydowanie warto mieć. Wieloryby pojawiają się i znikają, a z pokładu trzeba czasem szybko złapać kierunek.
TIP: Co zamiast (albo oprócz) whale watchingu
Foki z bliska, bez rejsu i bez lokomocji morskiej? Półwysep Snaefellsnes oferuje coś ekstra - przy Ytri Tunga, małej plaży z czarnymi kamieniami, regularnie wylegują się foki. Wstęp jest bezpłatny, a parking kosztuje ok. 2000 ISK. Kiedy jest dobrze, można je obserwować dosłownie na wyciągnięcie ręki.

Oferta jest wszędzie podobna - trasa, czas rejsu, kombinezony w cenie, voucher przy braku sightingu. Nie ma jednej firmy, którą można wskazać jako obiektywnie najlepszą, bo wyniki zależą bardziej od pogody i szczęścia niż od operatora.
Na co warto zwrócić uwagę to typ łodzi. Większe, tradycyjne drewniane kutry są stabilniejsze i wygodniejsze, ale wolniejsze - gdy wieloryb się pojawi, dotarcie do niego zajmuje chwilę. Mniejsze łodzie RIB (te szybkie, z silnikami na rufie) są w stanie błyskawicznie zmienić kierunek i podpłynąć bliżej, co realnie zwiększa szanse na dobry widok i dobre zdjęcie. Minusem jest to, że na RIB-ie bardziej czuć fale i wiatr - przy gorszej pogodzie może być wymagająco.
Przed rezerwacją warto zajrzeć w dwa miejsca: aktualne opinie na Google Maps (filtruj po dacie - liczy się to, co piszą ludzie z ostatnich tygodni, nie z trzech lat temu) oraz sprawdzić, czy operator nie ma aktualnej promocji. Szczególnie poza szczytem sezonu firmy regularnie obniżają ceny i można trafić na rejs w dobrej cenie bez kombinowania.
Tak, ale z urealistycznionymi oczekiwaniami. Natura to nie spektakl. Z Reykjavíku szanse są niższe niż z Húsavíku czy Ólafsvíku, a nawet w najlepszych miejscach można wrócić z samymi plamami na wodzie zamiast zdjęcia ogona. Natomiast gdy wieloryb się pojawi - to jedno z tych doświadczeń, o których mówi się przez lata.