
Wprowadzenie
Jeszcze kilka lat temu zobaczenie aktywnej erupcji podczas wakacji na Islandii graniczyło ze szczęśliwym trafem. Od 2021 roku sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Półwysep Reykjanes obudził się po setkach lat spokoju, a kolejne szczeliny zaczęły otwierać się zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od Reykjavíku. Czy oznacza to, że Islandia weszła właśnie w nową epokę wulkaniczną? Wszystko wskazuje na to, że na Reykjanes dokładnie tak jest.
W skrócie
Na Islandii działa około 41 aktywnych systemów wulkanicznych, a erupcje są naturalną konsekwencją położenia kraju na Grzbiecie Śródatlantyckim oraz nad tzw. plamą gorąca.
Od 2021 roku na półwyspie Reykjanes doszło do serii erupcji. Trzy pierwsze miały miejsce w rejonie Fagradalsfjall, a od grudnia 2023 roku kolejne otwierały się w systemie Svartsengi, przede wszystkim wzdłuż szczeliny Sundhnúkur.
Na 28 sierpnia 2026 roku nie trwa aktywna erupcja, ale pod Svartsengi ponownie gromadzi się magma. Naukowcy uznają kolejną intruzję magmy, a potencjalnie także nową erupcję, za najbardziej prawdopodobny scenariusz dalszego rozwoju sytuacji.
I ważna rzecz: nie oznacza to, że podróżowanie po Islandii jest obecnie niebezpieczne. Zagrożenie jest bardzo lokalne i dotyczy przede wszystkim części półwyspu Reykjanes.
Najprostsza odpowiedź brzmi: Islandia stoi dokładnie tam, gdzie geologicznie bardzo dużo się dzieje.
Przez wyspę przebiega Grzbiet Śródatlantycki, czyli granica pomiędzy płytą północnoamerykańską i eurazjatycką. Płyty odsuwają się od siebie, a powstającą przestrzeń wypełnia magma wydostająca się z głębi Ziemi.
Sam grzbiet oceaniczny nie tłumaczy jednak wszystkiego. Pod Islandią znajduje się również pióropusz płaszcza, często określany jako hotspot. Dostarcza dodatkowego ciepła i zwiększa produkcję magmy.
Na Reykjanes płyty rozsuwają się średnio o około 2,5 cm rocznie. Brzmi niepozornie, dopóki nie uświadomisz sobie, że mówimy o procesie działającym bez przerwy przez tysiące lat.

Mapa aktywności wulkanicznej Islandii i półwyspu ReykjanesCiekawostka od redakcji
Wulkan nie musi wyglądać jak góra z okrągłym kraterem na szczycie.
To jeden z powodów, dla których informacje o islandzkich erupcjach bywają dla turystów mylące. Na Reykjanes magma bardzo często dociera na powierzchnię przez długie szczeliny w ziemi. W ciągu kilku godzin może powstać linia fontann lawy mająca setki metrów albo kilka kilometrów długości.
Dlatego określenie „wybuchł wulkan Fagradalsfjall” jest pewnym uproszczeniem. W praktyce erupcja może pojawić się w zupełnie nowym miejscu w obrębie większego systemu wulkanicznego.
Przed 2021 rokiem na półwyspie Reykjanes nie było erupcji od około 800 lat. Nie oznacza to jednak, że jego przebudzenie było dla geologów kompletną niespodzianką.
Badania pokazują, że aktywność w tym regionie pojawia się okresami. Poprzedni duży cykl, znany jako Reykjanes Fires, trwał mniej więcej od 950 do 1240 roku. Potem półwysep wszedł w kilkusetletni okres względnego spokoju.
Pierwsze wyraźne oznaki nowego etapu pojawiły się w 2019 i 2020 roku. Zaczęły się roje trzęsień ziemi i deformacje gruntu. GPS-y pokazywały, że niektóre fragmenty półwyspu się podnoszą.
Pod ziemią zaczynała gromadzić się magma.
19 marca 2021 roku pojawiła się na powierzchni.
Pierwsza erupcja rozpoczęła się w dolinie Geldingadalir w rejonie Fagradalsfjall.
Nie było ogromnej eksplozji ani wielkiej chmury popiołu. Z niewielkiej szczeliny zaczęła spokojnie wypływać bazaltowa lawa.
Erupcja trwała około pół roku i szybko stała się jedną z największych atrakcji Islandii. Powstały szlaki, punkty widokowe i parkingi, a tysiące osób mogły po raz pierwszy w życiu zobaczyć aktywny wulkan z bezpiecznej odległości.
Wtedy jeszcze można było sądzić, że była to pojedyncza erupcja.
Nie była.

Erupcja w rejonie Fagradalsfjall w 2021 roku zapoczątkowała nowy okres aktywności Reykjanes.W sierpniu 2022 roku magma ponownie dotarła na powierzchnię, tym razem w Meradalir. Erupcja trwała 18 dni.
W lipcu 2023 roku otworzyła się kolejna szczelina w pobliżu Litli-Hrútur.
A potem aktywność przesunęła się w okolice Svartsengi i Grindavíku.
Od tego momentu sytuacja stała się znacznie poważniejsza.
Kolejne erupcje rozpoczynały się:
To dziewięć erupcji w jednym systemie w ciągu niecałych dwóch lat.
I tu ważne rozróżnienie.
Erupcje z 2021, 2022 i 2023 roku rozwijały się na terenach niezamieszkanych. Od końca 2023 roku magma zaczęła przemieszczać się w bezpośrednim sąsiedztwie infrastruktury, Blue Lagoon, elektrowni Svartsengi i miasta Grindavík.
To zupełnie zmieniło skalę problemu.
10 listopada 2023 roku mieszkańcy Grindavíku zostali ewakuowani po wykryciu potężnej intruzji magmy pod miastem.
Ziemia zaczęła pękać. Uszkodzone zostały ulice i budynki, a przez część miasta przebiegła strefa głębokich szczelin.
14 stycznia 2024 roku wydarzył się scenariusz, którego najbardziej się obawiano.
Najpierw otworzyła się szczelina około 450 metrów od miasta. Kilka godzin później pojawiła się kolejna, już za zbudowanymi wcześniej wałami ochronnymi.
Lawa dotarła do Grindavíku i zniszczyła trzy domy. Miasto było wcześniej ewakuowane, dlatego nie doszło do katastrofy z udziałem mieszkańców.
To dobry moment, żeby rozprawić się z pewnym turystycznym podejściem do islandzkich erupcji.
Tip od redakcji
nie jedź „polować na lawę”
W social mediach erupcja wygląda jak niesamowita atrakcja. W rzeczywistości sytuacja może zmienić się w ciągu kilkudziesięciu minut.
Droga, która rano jest otwarta, wieczorem może znaleźć się w strefie zamkniętej. Kierunek wiatru może skierować toksyczne gazy dokładnie tam, gdzie stoją obserwatorzy. Nowa szczelina może powstać poza dotychczasowym polem lawy.
Jeśli podczas Twojego wyjazdu rozpocznie się erupcja, nie jedź w jej stronę dlatego, że Google Maps pokazuje przejezdną drogę albo ktoś wrzucił lokalizację na Facebooka godzinę wcześniej.
Najpierw SafeTravel. Potem komunikaty policji i Icelandic Meteorological Office. Dopiero na końcu Instagram.
Ostatnia erupcja rozpoczęła się 16 lipca 2025 roku i zakończyła 5 sierpnia. Była dziewiątą erupcją wzdłuż Sundhnúkur od grudnia 2023 roku.
Od tamtej pory magma znowu napływa pod Svartsengi.
Według aktualizacji Icelandic Meteorological Office z 18 sierpnia 2026 roku pod ziemią zgromadziło się już około 29,1 miliona metrów sześciennych magmy.
Dla porównania, podczas ostatniego wydarzenia z systemu odpłynęło około 11-13 mln m³.
Nie oznacza to automatycznie, że „wulkan zaraz wybuchnie”. Skały nie działają jak zbiornik z zaznaczoną kreską MAX.
Pokazuje jednak skalę obecnego ciśnienia w systemie.
IMO uważa, że najbardziej prawdopodobny scenariusz to kolejna intruzja magmy w kierunku Sundhnúkur, która może zakończyć się kolejną erupcją.
Co warto wiedzieć
I tu jest rzecz, której nie widać w nagłówkach
Aktywność sejsmiczna jest obecnie niska.
To wcale nie przeczy temu, że erupcja pozostaje możliwa.
Przy poprzednich wydarzeniach okres bezpośredniego ostrzeżenia przed rozpoczęciem erupcji wynosił od około 20 minut do nieco ponad czterech godzin.
Czyli półwysep może przez tygodnie wyglądać spokojnie, a później sytuacja zmienia się w ciągu jednego popołudnia.
To dlatego Islandczycy opierają monitoring nie tylko na trzęsieniach ziemi. Śledzą też deformację powierzchni za pomocą GPS, dane satelitarne InSAR, zmiany ciśnienia w odwiertach i przepływ magmy modelowany pod powierzchnią.
Nie.
A przynajmniej nie każda.
W świadomości wielu osób funkcjonuje Eyjafjallajökull z 2010 roku. Erupcja wyrzuciła ogromne ilości drobnego popiołu do atmosfery i doprowadziła do masowych problemów w europejskim lotnictwie.
Erupcje na Reykjanes mają jednak inny charakter.
Są to głównie bazaltowe erupcje szczelinowe, podczas których magma stosunkowo spokojnie wypływa na powierzchnię. Nie dochodzi tu zwykle do potężnej interakcji magmy z lodowcem, która może rozrywać ją na drobny pył i tworzyć wysokie chmury popiołu.
Podczas kolejnych erupcji Reykjanes ruch na lotnisku Keflavík odbywał się normalnie.
Ale nie wyciągajmy z tego wniosku, że „islandzkie wulkany nie wpływają na samoloty”.
Mogą.
Gdyby doszło do dużej erupcji pod lodowcem, sytuacja mogłaby wyglądać zupełnie inaczej.
W zdecydowanej większości kraju tak.
To jedna z rzeczy, którą trudno ocenić patrząc wyłącznie na mapę. Islandia nie jest ogromna, więc „erupcja 40 km od Reykjavíku” brzmi dramatycznie.
W praktyce skutki ostatnich erupcji były bardzo lokalne. Reykjavíku, Golden Circle, południowego wybrzeża, Snæfellsnes, północy czy Fiordów Zachodnich nie trzeba było omijać dlatego, że na Reykjanes płynęła lawa.
Jednocześnie nie można bagatelizować lokalnego zagrożenia.
Na terenie erupcji problemem są przede wszystkim:
I właśnie gazy są zagrożeniem, które turyści najczęściej lekceważą.
Świeże pole lawowe bardzo szybko zaczyna z wierzchu wyglądać na czarne i twarde.
To nie znaczy, że można po nim chodzić.
Pod cienką skorupą temperatura może być nadal ogromna, a płynna lawa może znajdować się zaledwie kilkadziesiąt centymetrów niżej. Skorupa potrafi pęknąć pod ciężarem człowieka.
Tip od redakcji
Jeżeli miejscowi nie chodzą po świeżej lawie, Ty też po niej nie chodź.
To naprawdę wystarczająco dobra zasada.

Zdjęcia pokazują lawę. Zagrożenia nie zawsze widać.
Podczas erupcji uwalniane są duże ilości gazów, przede wszystkim dwutlenku siarki, SO₂.
Kierunek przemieszczania się gazów zależy od wiatru. Przy słabym wietrze sytuacja potrafi być jeszcze gorsza, ponieważ cięższe gazy mogą gromadzić się w zagłębieniach terenu.
Dlatego przed wejściem w rejon aktywności trzeba sprawdzić nie tylko pogodę, ale również prognozę rozprzestrzeniania się gazów i aktualną jakość powietrza.
Zwykła maseczka materiałowa czy chirurgiczna nie rozwiązuje problemu z SO₂. Jeśli służby zalecają opuszczenie obszaru, po prostu go opuszczasz.
Tak, i to jest zdecydowanie lepszy pomysł niż próba dostania się do zamkniętego miejsca nowej erupcji.
Dostępne są szlaki prowadzące w okolice pól lawowych powstałych podczas erupcji Fagradalsfjall z lat 2021, 2022 i 2023.
Nie oczekuj jednak czerwonej lawy.
Zobaczysz ogromne, czarne pola zastygłej skały, nowe kratery i krajobraz, którego jeszcze kilka lat temu po prostu nie było.
I właśnie ta świadomość robi największe wrażenie.
Stoisz na Islandii i patrzysz na fragment wyspy młodszy od samochodu, którym przyjechałeś.
Jeżeli jesteś w Reykjavíku, ciekawym uzupełnieniem wyjazdu na Reykjanes jest Volcano Express w Harpie.
I od razu ważne zastrzeżenie: nie traktowalibyśmy tego jako zamiennika zobaczenia prawdziwego pola lawowego. To raczej sposób, żeby najpierw zrozumieć, co właściwie oglądasz później w terenie.

Volcano Express łączy krótką wystawę dotyczącą islandzkiej aktywności wulkanicznej z około 10-minutowym doświadczeniem kinowym. Fotele poruszają się, pojawiają się efekty ciepła i wibracji, a materiał wykorzystuje nagrania prawdziwych islandzkich erupcji.
Całość zajmuje zwykle 15-45 minut, więc spokojnie można ją wcisnąć w dzień zwiedzania Reykjavíku.
Naszym zdaniem najlepszy układ to Volcano Express na początku pobytu, a później Reykjanes. Po zobaczeniu map, szczelin, ruchu płyt i mechanizmu erupcji czarne pola lawowe przy drodze przestają wyglądać jak „kolejne czarne skały”.
Oferta dla społeczności
Reykjanes zgarnia dziś większość nagłówków, ale absolutnie nie jest jedynym aktywnym regionem.
Islandia ma około 41 aktywnych systemów wulkanicznych.
Wśród najbardziej znanych są:
Grímsvötn Najbardziej aktywny system wulkaniczny Islandii w ujęciu historycznym. Znajduje się pod lodowcem Vatnajökull.
Katla Potężny system ukryty pod lodowcem Mýrdalsjökull, niedaleko Víku. Jej erupcje mogą powodować gwałtowne powodzie lodowcowe, czyli jökulhlaupy.
Hekla Jeden z najbardziej znanych islandzkich wulkanów. Przez wieki w Europie uważano ją wręcz za wejście do piekła.
Eyjafjallajökull Wulkan, którego nazwę Europa nauczyła się wymawiać w 2010 roku, albo przynajmniej próbowała.
Bárðarbunga Ogromny system wulkaniczny pod Vatnajökull. To właśnie z nim związana była erupcja Holuhraun z lat 2014-2015.
Askja Jeden z najbardziej spektakularnych systemów interioru.
Ważne
Nie próbuj oceniać ryzyka na podstawie samej informacji, że „wulkan jest aktywny”.
W geologii aktywny wulkan to taki, który wybuchał w holocenie, czyli w ciągu ostatnich około 11-12 tysięcy lat. Nie oznacza to, że szykuje się do erupcji w przyszłym tygodniu.
Można zobaczyć, że prawdopodobieństwo rośnie.
Znacznie trudniej powiedzieć: „wulkan wybuchnie w piątek o 16:30”.
Przed erupcjami naukowcy obserwują między innymi:
Problem w tym, że magma może zatrzymać się pod powierzchnią.
Może też zmienić kierunek.
Na Reykjanes zdarzały się intruzje, które nie zakończyły się erupcją.
Dlatego komunikat „prawdopodobieństwo erupcji wzrosło” nie oznacza, że erupcja na pewno nastąpi.
I odwrotnie. Spokojne sejsmometry nie oznaczają automatycznie, że problem zniknął.
Nie na losowym TikToku. Nie na mapie Google. I nie w artykule napisanym trzy tygodnie wcześniej.
Przy aktywności wulkanicznej sytuacja jest zbyt dynamiczna.
My sprawdzamy przede wszystkim:
vedur.is Icelandic Meteorological Office. Monitoring trzęsień ziemi, komunikaty o wulkanach, mapy zagrożenia i prognozy rozprzestrzeniania gazów.
safetravel.is Najważniejsze miejsce z punktu widzenia turysty. Zamknięcia terenów, ostrzeżenia i informacje o dostępności szlaków.
umferdin.is Aktualne informacje o drogach.
loftgaedi.is Pomiary jakości powietrza. Szczególnie przydatne podczas emisji gazów wulkanicznych.
Tip od redakcji
Jeśli na Islandii właśnie trwa erupcja, sprawdzaj komunikaty rano przed wyjazdem i ponownie bezpośrednio przed ruszeniem w jej stronę.
Informacja z wczoraj może być bezwartościowa.
Na Reykjanes kilka godzin to czasem bardzo długo.
Jeżeli jedynym celem jest zobaczenie płynącej lawy, nie planowalibyśmy w ten sposób wyjazdu.
Erupcja może zakończyć się przed Twoim przylotem. Teren może zostać zamknięty. Chmury mogą zasłonić widok. Wiatr może skierować gazy w stronę punktów obserwacyjnych.
Ale jeśli i tak planujesz Islandię i trafisz na aktywną erupcję, może to być jedno z najbardziej niezwykłych doświadczeń całego wyjazdu.
Pod jednym warunkiem.
Służby muszą uznać, że można tam bezpiecznie dotrzeć.
Islandczycy żyją z wulkanami od ponad tysiąca lat i wiedzą o nich trochę więcej niż człowiek z dronem, który pół godziny wcześniej wrzucił na Instagram „secret volcano spot”.
W tym przypadku warto im zaufać.

Na dzień 28 sierpnia 2026 roku na Reykjanes nie trwa aktywna erupcja. Ostatnia rozpoczęła się 16 lipca 2025 roku i zakończyła 5 sierpnia. Pod Svartsengi nadal jednak gromadzi się magma i kolejna intruzja oraz możliwa erupcja pozostają najbardziej prawdopodobnym scenariuszem.
Nie. Naukowcy oceniają ją jako prawdopodobny scenariusz, ale nie da się obecnie wskazać dokładnej daty.
Tak. W poprzednich wydarzeniach na Reykjanes bezpośrednie ostrzeżenie przed erupcją wynosiło od około 20 minut do nieco ponad czterech godzin.
Takie ryzyko istnieje w przypadku erupcji produkujących duże ilości popiołu, ale ostatnie szczelinowe erupcje Reykjanes nie powodowały masowych zakłóceń ruchu lotniczego.
Na świeżą lawę nie. Pod twardą powierzchnią skała może nadal być bardzo gorąca albo nawet płynna.
Dostępność Grindavíku i okolic może się zmieniać zależnie od aktualnej oceny zagrożenia. Przed wyjazdem zawsze sprawdź SafeTravel oraz lokalne komunikaty.
Blue Lagoon znajduje się blisko Svartsengi i w poprzednich latach było okresowo ewakuowane lub zamykane. Wokół kluczowej infrastruktury zbudowano wały ochronne przed lawą. Aktualny status obiektu warto sprawdzić bezpośrednio przed wizytą.
Najłatwiej w rejonie Fagradalsfjall na Reykjanes. Dostęp do poszczególnych tras może się zmieniać, dlatego zawsze trzeba sprawdzić aktualny status szlaków.
Tego nie wie nikt.
Natomiast coraz więcej wskazuje na to, że Reykjanes nie wróci szybko do kilkusetletniego spokoju, który znaliśmy przed 2021 rokiem.
Geologiczna historia półwyspu pokazuje, że aktywność występowała tu seriami rozciągniętymi na dziesiątki, a nawet setki lat. Obecny cykl może więc oznaczać, że wulkany na Reykjanes pozostaną stałym elementem islandzkiej rzeczywistości przez bardzo długi czas.
Nie znaczy to, że przez następne sto lat lawa będzie płynąć bez przerwy.
Bardziej prawdopodobny jest rytm podobny do tego, który obserwujemy teraz: miesiące spokoju, gromadzenie magmy, nagła intruzja, erupcja, wyciszenie i ponowne rozpoczęcie całego procesu.
Dla geologów to wyjątkowa możliwość obserwowania, jak tworzy się nowy krajobraz.
Dla mieszkańców Grindavíku to znacznie bardziej brutalna historia.
A dla turysty?
Najlepsze, co można zrobić, to patrzeć na islandzkie wulkany z fascynacją, ale bez lekceważenia ich siły.
Bo na Islandii określenie „żywa Ziemia” naprawdę nie jest metaforą.